Po długim momencie,patrzenia w oczy Dominikowi,usłyszałam śmiech Matta.
Nie dziwie mu się,20 minut nieustannego patrzenia sobie w oczy nieco nudzi.
-I love you endlessly...-Blondyn zamruczał mi do ucha, po czym zaczął ubierać trampki.
Zrobiło mi się słabo jak to powiedział,słabo pozytywnie.
-Gdzie idziesz? - Zapytałam.
-Zabieram Cię za zakupy-Powiedział swoim niesamowitym akcentem.
Wzięłam swoje trampki,które bardzo przypominały Dominikowe.
-A wy gdzie? - Zapytał nas,skaczący po całym mieszkaniu Matt.
-A na zakupy - Odpowiedziałam.
-Kupicie banany? - Podszedł do mnie i patrzył się na mnie miną małego szczeniaczka.
-Kuupimy..
*20 minut później*
Jechaliśmy już moim autem,które dość długo stało na podjeździe.Dominic nalegał,aby prowadzić,więc dałam mu prawo.
-Em...Dominic ma się rozumieć to ciuchy dla Ciebie? Ja nie mam pieniędzy. - powiedziałam patrząc na niego.
-Słuchaj,zaniedługo będziemy rodzicami,a pani ciężarna musi mieć przecież jakieś ubrania. - powiedział z miną "no a nie"
-A pieniądze? - tak,pieniądze to był mój najgorszy szczegół. Nigdy nie wydawałam za dużo,kiedy ktoś mnie sponsorował.
-Z pieniędzmi nie ma problemu. - odpowiedział.
-Dominic ale ja nie chce od Ciebie pieniędzy...-tłumaczyłam mu dalej.
Bez skutku.
-Anne,bądz spokojna. Z miłości zrobie wszystko. - odparł.
-No dobrze,ale nie chce wiele.
-Kupię Ci tyle ile będe chciał.
-Dominic...-to zdanie przerwał mi już pocałunkiem w policzek.
Po chwili,staliśmy w wielkiej galerii. Nie chodziłam do galerii bo nie chciałam wydawać dużo pieniędzy na zwykłe ciuchy.
-Ale to duże...
-Anne? Nigdy nie byłaś w galerii?
-Nie chodzę do niej.
-Czas to zmienić.
Buszując po sklepach dopatrywałam się różnych rzeczy,ale tylko o kilka prosiłam Dominica.
On też za moją prośbą kupił troche rzeczy...TROCHE...haha.
Kilka milionów par spodni i trampek...
Ja zaś wybrałam kilka przestronnych sweterków i koszulek. Przez to,że Dominic dosłownie mi groził,musiałam zabezpieczyć się także w kilka par spodni i butów.
-Podoba się? -zapytał.
-Bardzo...dziękuję. Odwdzięcze Ci się.
-Wystarczy mi to że jesteś.
Przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czoło.
Po 10 minutach wyszliśmy,Dominic znowu z nową torbą. Jak on może tyle kupować?!
Nie wiem dlaczego,ale Dominic zaciągnął mnie do lasu. Bałam się,ale świat do odważnych należy.
Pokazał mi kawałek ziemi,na którym miałam położyć. Złapał mnie za ręke,przycisnął do drzewa i zaczął namiętnie całować. Ja oczywiście nie pogardziłam tym i odwzajemniłam to. W lasku nikogo nie było,a więc swobodnie mogliśmy się wycałować na zapas. A pfe,jaki zapas. Tego człowieka mogłabym całować i całować.
-Kocham Cię - zamruczał mi do ucha i kontynuował czynność.
- Ja Ciebie też - i mocniej wpiłam się w usta blondyna.
Było to jak hipnoza,jak sen z którego nigdy nie chciałabym się obudzić. Miałam wrażenie że ten pocałunek trwa wiecznie,że nigdy sie nie skończy...
Trwaliśmy tak długo,ale nie sprawiało mi to problemu. Sam zaciągnął mnie do całowania i sam zaciągnął mnie do lasu. Kiedy pomyślałam że będe mieć dziecko...z nim...Robiło mi się dobrze. Wiedziałam że ojciec będzie odpowiedzialny,przez co i ja będe szczęśliwą matką. Wskoczyłam na Doma a jemu nie sprawiało to problemu. Jedną ręka mnie podtrzymywał a drugą dotykał moje włosy.
Po kilkunastu minutach zauwazyliśmy,że zrobiło się ciemno,a więc musieliśmy jechać do domu. Wsiedliśmy do samochodu i wyjechaliśmy. O dziwo po 15 minutach byliśmy w domu. Ale co spotkaliśmy ? Matta śpiącego na ramieniu Liv. Było to słodkie,jak i śmieszne. Ale cóż. Byłam tak zmęczona że nawet nagi Matt śpiący na nogach nagiej Olivii by mnie nie rozśmieszył. Dominic ledwo co powstrzymał się od śmiechu,ale udało mu się.Przebrałam się w koszulkę i położyłam się od śpiącego już Doma. Tak.on bardzo szybko zasypia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz